
Uznany w świecie kick-boxingu i boksu sportowiec, pod ogromną siłą mięśni skrywa wrażliwe serce. Przemek Saleta dał nam się poznać jako miłośnik zwierząt. Do niedawna tworzył międzygatunkową rodzinę ze Stefanem. Teraz obaj zyskali nowego kumpla – Franka. Jak 2-letni buldożek po amputacji łapki trafił do domu Przemka? Czy obecność drugiego psa cokolwiek zmieniła w życiu sportowca?
Przemek Saleta – twarda strona
Przemek potrafi zaserwować porządny nokaut. Zainteresowanie sztukami walki towarzyszyło mu od dzieciństwa. Pomimo braku dostępu do klubu bokserskiego, trenował na własną rękę. Wydawało się, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Dzisiaj daje temu wyraz prowadząc warsztaty i treningi motywacyjne oraz autorski program treningowy Nokaut25. Na każdym kroku udowadnia, że na sukces można zapracować.
Po raz pierwszy mistrzostwo w kick-boxingu zdobył mając 20 lat. Już dwa lata później cieszył się amatorskim mistrzostwem świata WAKO w kategorii superciężkiej Maestre. W tym samym czasie zdobył zawodowe mistrzostwo świata ISKA w kategorii superciężkiej oraz Amerykańskie Mistrzostwo Europy WAKO w kategorii ciężkiej.
W 1991 r. zadebiutował w boksie zawodowym, a cztery lata później w boksie kategorii ciężkiej. Liczne sukcesy sportowe uczyniły go jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich pięściarzy. Nie każdy jednak wie o drugiej miłości Przemka – psich przyjaciołach. – W dzieciństwie nie miałem psów, ale od 1996 roku, kiedy dostałem w prezencie pierwszego psa, psy są obecne w moim życiu cały czas. Trudno mi wyobrazić sobie dom bez psów – mówi.
Adopcja Franka
Dotychczasowym psim towarzyszem Przemka był Stefan, uroczy american bully. Niedawno do tej zgranej drużyny dołączył buldog francuski Franek, którego Przemek wypatrzył w jednej z fundacji.
– Franek jest ze mną od pół roku. Został adoptowany z fundacji Adoptujemy Buldożki, a wcześniej znaleziony na ulicy, prawdopodobnie po potrąceniu przez samochód. Stąd też amputacja prawej przedniej łapy. Cudowny pies, czuły, oddany, ale też twardy i z charakterkiem.
Przemek podjął decyzję o adopcji Franka niemal natychmiastowo. Pokrył koszty operacji ratującej życie buldożka, po czym poddał się procedurze adopcyjnej. Po pozytywnej weryfikacji Franek mógł w końcu trafić do swojego nowego domu.
Buldożek szybko złapał ze Stefanem wspólny język. Pomimo braku łapy i barku, doskonale radzi sobie w codziennym życiu. American bully niemal bezproblemowo zaakceptował nowego członka stada i zdaje się nie dostrzegać jego niepełnosprawności. Jak mówi Przemek: Stefana mam od 10 tygodnia jego życia i jest to pies, który od początku zna swoje miejsce w stadzie. Jest ułożony. Franek cały czas ma aspiracje, aby rządzić. Nie mną, lecz przynajmniej Stefanem. Czasem dochodzi do spięć, ale Stefan mu odpuszcza. Czasami nawet się nie wtrącam, żeby psy ułożyły sobie same relacje między sobą. Trzeba jednak pamiętać, że wśród psów nie ma demokracji. Jeden rządzi i muszę to być ja.
Przywódca stada rzeczywiście dowodzi. Pomimo czasu wypełnionego po brzegi stałą obecnością w mediach, prowadzeniem warsztatów, eventów, treningów i działalnością charytatywną, z Frankiem i Stefanem spędza możliwie najwięcej czasu. – Czasem obecność psów jest wyzwaniem. Szczególnie, kiedy muszę im zorganizować “dom zastępczy” podczas dalekich podróży. Na co dzień psy są częścią mojego życia i większość dnia spędzamy razem, często w samochodzie. Wszystko jest kwestią organizacji i nauczenia psów pewnych zachowań – twierdzi Przemek. Podczas podróży po Polsce psy towarzyszą mu niemal zawsze.
W zdrowym ciele, zdrowy duch – ludzki i psi
Przemek Saleta świadomie podchodzi do kompozycji swojego talerza. Doskonale wie, że aby utrzymać odpowiednią formę, właściwe odżywianie jest fundamentem. Równie dużą uwagę zwraca na to, co jedzą jego psy. – Ważne żeby miały dużo energii, wszystkie potrzebne witaminy i składniki odżywcze, a jednocześnie nie były grube. Szczególnie Franek, który mając trzy łapy, znacznie bardziej obciąża stawy. Dlatego też zdecydowałem się na karmę ACANA, która zawiera znacznie więcej mięsa niż inne karmy, a poza tym nie ma żadnych niepotrzebnych wypełniaczy. Ponadto Stefan i Franek ją uwielbiają.
Grzechy żywieniowe mistrzom się nie zdarzają. – Nie dokarmiam psów resztkami posiłków czy ludzkimi smakołykami. Jeśli już, to czasem daję im surowe mięso – zaznacza Przemek. Doskonała opieka, świadome żywienie, zgodne z potrzebami gatunkowymi, i mnóstwo miłości to najlepsza recepta na długie i szczęśliwe życie psa, przy boku ukochanych ludzi.




